piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział IV

Cała droga przebiegła szybko i bezpiecznie. W moim domu jesteśmy od trzech godzin, a moja mama już zaczyna swoje farmazony. Czy ta kobieta nie potrafi cieszyć się życiem? Tak po prostu z tego co ma? Ach! Wstyd mi jest. Mama Julii zapewne była bardziej rozsądną kobietą. Nie chciałam być już tu ani chwili dłużej. Zawsze marzył mi się normalny dom i matka, która się o mnie martwi, zajmuję się mną, opiekuje. Idę w stronę pokoju gdzie leżą walizki. Wchodząc zaintrygowało mnie czarno-niebieskie pudełko, które stało na starej, zakurzonej, drewnianej komodzie. Jednak najpierw ruszyłam w poszukiwania tego po co tu na prawdę przyszłam. Po meczącej szukaninie znalazłam to czego w tym momencie najbardziej pragnęłam. Miałam wychodzić z pokoju, ale przypomniałam sobie o 'tajemniczym' pudełku. Położyłam wielką czerwoną walizkę na podłodze i sięgnęłam po dość ciężkie, kwadratowe 'coś'. Zdjęłam pokrywkę i moim oczom ukazały się zdjęcia, pierścionek i bilet. Zorientowałam się, że był to bilet do Polski. Ale po jaką cholerę ktoś trzyma nieważny bilet lotniczy? A pierścionek? Coś tu jest podejrzane. Zauważyłam, że na wewnętrznej stronie pierścionka widnieje napis. Nie potrafię go rozczytać. Zapewne nie był po polsku, angielsku, ani hiszpańsku. Hiszpański? Tak, uczę się tego języka od dawna. Na moją intuicję grawer jest po włosku. A może to jest pierścionek zaręczynowy mojej mamy? Bingo! Na pewno tak jest. To nie może być przypadek. Ja to jednak jestem Scherlock - pomyślałam. Muszę się jednak upewnić. Zabrałam pudełko z komody i wrzuciłam do walizki. Po drodze do swojej sypialni natknęłam się na Julię, która właśnie wychodziła z łazienki. Miała na sobie tylko ręcznik, który sięgał jej do połowy ud, a włosy miała mokre i skapywały z nich pojedyncze kropelki wody. Od razu chciałam pokazać jej moje nowe odkrycie;
-Julka chodź szybko! Szybko! Pokażę ci coś - mówiłam szeptem.
Julka popatrzyła się na mnie jak na idiotkę, ale bez słowa szła za mną. Otworzyłam białe drzwi od mojego pokoju wpuściłam jako pierwszą moją przyjaciółkę. Przekroczyłam próg pokoju, wychyliłam głowę jeszcze przez szparę oddzielającą futrynę od drzwi, po to, aby zobaczyć czy ktoś przypadkiem nie idzie. Na szczęście nikogo nie było w moim polu widzenia. I po chwili było słychać tylko trzask zamykających się drzwi. Podeszłam do łóżka i rzuciłam się na nie:
-To co mi chciałaś pokazać?
-Aaa zapomniałam - i chwyciłam ręką walizkę, aby wyciągnąć z niej pudełeczko.
-Co to? - zapytała zdziwiona.
-To co chciałam ci pokazać.
Zdjęłam wieczko i wyjęłam całą zawartość kuferka. Julia aż otworzyła oczy i usta ze zdumienia. Na jej 'sprytne' oko pierścionek miał niesamowitą wartość. Też tak sądziłam. Obrączka była srebrna i cienka, a w jej centrum znajdował się kilkunasto karatowy diament. Przeglądając dokładnie zawartość całego kufra znalazłyśmy tez kilka listów. Nie rozczytałyśmy ich. Prostą przyczyną było to, że obie nie umiałyśmy języka włoskiego. Jednak nie okłamujmy się, w tych czasach nie jest trudną rzeczą sprawdzić w jakim języku jest cokolwiek napisane. Szybko sięgnęłam po swojego laptopa. Na moje szczęście mąż mamy zapłacił łaskawie za Internet. Szybko wpisałyśmy dany napis i po kilku sekundach były rozwiane wszystkie nasze pytania i wątpliwości. Moja szczęka opadła w dół. Przeczytałam jeszcze raz co translator przetłumaczył i zerknęłam na pierścionek czy dobrze wprowadziłam każdą literkę.
-A jednak! - powiedziałam z pewnością w głosie.
Zabrałam małe, srebrne kółko i z prędkością światła wybiegłam z pokoju. W kuchni stała moja mama;
-Co to jest do cholery?
Odwróciła się w moją stronę, ale nic nie odpowiedziała i znów wróciła do wykonywania wcześniejszej czynności.
-Mamo!!! - krzyknęłam.
W pomieszczeniu wciąż była cisza. Moja rodzicielka zakręciła strumień lejącej się wody w kranie i oparła mokre ręcę o blat. Patrzyła się na ludzi i samochody za oknem. Postanowiłam nic nie mówić i poczekać aż ona wykona jakikolwiek ruch. Odwróciła się. No nareszcie - pomyślałam. Zauważyłam, że z jej oczu płynie łza.
-Siadaj - mruknęła i otarła ręką łzę.
-Powiesz mi co to jest?
Wzięła ode mnie pierścień i po woli go obracała. I po kilku minutach wszystko stało się dla mnie jasne. Nie wierzyłam własnym uszom. Popatrzyłam jej prosto w oczy i powiedziałam szczere: NIENAWIDZĘ CIĘ! Wprost krzyknęłam jej to i pobiegłam na górę. Wpadłam do pokoju i zaczęłam płakać w poduszkę.
-Co się stało? - po usłyszeniu tych słów poszułam ciepły dotyk ręki na moich plecach.
Uniósłam głowę i zerknęłam na Julkę. Chcę jej wszystko powiedzieć, ale nawet nie potrafię otworzyć ust. To co przed chwilą się dowiedziałam narobiło w mojej głowie wielkiego szumu. Z jednej strony mam pustkę, a z drugiej tyle myśli, że nie potrafię skleić zdania. Wstałam. Wzięłam głęboki wdech i wydech, zamknęłam oczy. Julka wie, że stało się coś poważnego, ale dała mi jeszcze chwilę. I zaczęłam:
-Mama powiedziała mi o co w tym wszystkim chodzi. To był pierścionek od mojego taty. Mama go dostała po moich narodzinach. Jako 'zaliczkę'. Zaliczka? Ha ha. Moja mama była prostytutką. Nic nie mów - zauważyłam, że moja przyjaciółka chce coś powiedziec - no i się prostytuowała, mówiąc prościej. Pewnego dnia jej klientem był mój ojciec. Opowiedział jej o swojej sytuacji, że chce dostać polskie obywatelstwo, ale to nie takie proste. Moja mama jako dobroduszna kobieta chciała pomóc.  Po kilku tygodniach odbył się ślub. Matka dostała za to grube pieniądze. Okazało się, że zaszła w ciążę. Mój ojciec nie chciał jej zostawiać, ale umowa była taka, że po dostaniu obywatelstwa nastąpi rozwód. Gdy miałam 2 lata mama ze mną uciekła z Włoch i już nigdy więcej się nie widziała z moim ojcem. No to na tyle.
-Ale... No... -Julka strasznie się jąkała.
-Sytuacja jak z filmu, co?
-Na prawdę.
-Pakuj się.
-Po co?
-Pakuj się-rozkazałam.
Nie chciałam być w tym domu ani chwili dłużej.
Całe pakowanie zajęło nam trzy godziny. Już schodziłyśmy na dół z walizkami. Przypomniałam sobie o mojej obietnicy. Kiedyś obiecałam Julce, że pokażę jej Lie;
-Chodź bejbe -uśmiechnęłam się do Julki.
-Tia, po co?
Złapałam ją za nadgarstek i ciągnęłam za sobą. Otworzyłam drzwi od pokoju: To jest Lia - powiedziałam dumnie.
-Jaka śliczna- podeszła i od razu wzięła ją na ręcę.
Mała uśmiechała się do niej jak do nikogo innego. Podeszłam i ją odebrałam. Przytuliłam najmocniej jak się tylko dało. Wrócę po ciebie maleńka - wyszeptałam jej. Uśmiechnęłam się do niej po raz ostatni i wyszłam.
-Nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
-Musi.
Nie żegnając się z nikim wyszłyśmy. Dawid czekał już pod domem. Zabrał nasze walizki z podjazdu. Weszliśmy do samochodu i już zadał swoje błyskotliwe pytanie; Jaki kierunek księżniczki?
-Nie gadaj tylko jedź prosto na lotnisko-odparła mu Julia.
-Twoje życzenie mym rozkazem -uśmiechnął się.
-Boże dajcie spokój, no chyba że chcesz zmywać moje wymioty z twoich nowych wycieraczek..? Eee z Tesco-uśmiechnęłam się chamsko.
-Młoda nie bądź taka to przodu.
W samochodzie nastała cisza.
Za nami już połowa drogi. Jest godzina pierwsza dwadzieścia... Ale w nocy. W pewnej momencie usłyszałam swoją ulubioną piosenkę w radiu. Podgłosiłam i zaczęłam śpiewać;
- Oh, we can do anything we want
Live it up, so live it up, live it up, go go go go go
-Tia, bój się ty Boga! Idź spać-mruczała pod nosem zaspana Julka.
-Wstawaaaj! Młoda godzina -zaczęłam się śmiać.
Po kilkudziesięciu minutach byliśmy na lotnisku. Bagaże już oddaliśmy. Teraz tylko kontrolna i witaj New York. Ach! Spełnienie marzeń!
-Czas się żegnać-mruknęłam pod nosem.
-Niestety... Więc dziewczynki miłej podróży.
-Będziemy tęsknić-powiedziała Julka.
Pożegnania minęły czule. Już obie machałyśmy z labiryntu prowadzącego do kontroli. A tam czekała na nas niespodzianka.
--------------------------------
I kolejny rozdział! Będę dodawać jednak co dwa tygodnie. Sądzę że już nie możecie się doczekać Królewskich, ale jeszcze 1-2 rozdziały i pojawią się. Za tydzień zaczynają mi się ferie mam zamiar napisać kilka rozdziałów. Pozdrawiam i zachęcam do komentowania

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział III

A mianowicie wyjazd do Stanów;
-Julia...?-zapytałam niepewnie
-Tak?
-Bo pamiętasz, że mam jechać do USA?
-Tak. Masz rację nie powinnam ci teraz zawracać głowy...- w tym momencie Julka posmutniała
-Nie, nie o to chodzi... Tylko... Cholera!
-Ja wiem ile ci to sprawiło radości i że to jest spełnienie twoich własnych marzeń.
-To wiedz też to, że przyjazd tutaj to też było moje wielkie marzenie.
W pokoju zabrzmiała głucha cisza. Wstałam z kanapy i spletłam swoje ręce.
-Dobra to teraz prościej. Jedziesz ze mną! -powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Tia? Masz gorączkę czy migrenę?
-Ale ja mówię całkiem poważnie-mówiąc to siadłam obok niej i położyłam rękę na jej kolanie.
Nasza rozmowa trwała jeszcze kilkanaście minut. Po tych wszystkich namowach, zgodziła się. Byłam w wielkim szoku. Wczoraj byłyśmy kilkaset kilometrów od siebie, dziś razem, a za sześć dni w Nowym Jorku. Marzenia się spełniają? Owszem. Tylko nie wiedziałam, że w takim momencie. No tak to prawda. Moja mama mówiła, że marzenia się spełniają wtedy, gdy najbardziej się ich nie spodziewamy. Najpierw Julia teraz kariera za granicą. Jest zbyt dobrze i jak zawsze zaraz się coś spieprzy. Postanowiłam zadzwonić do mamy, pewnie się martwi... A może i nie? Jestem dorosła i twierdzi, że sama potrafię o siebie zadbać. A ja myślę, że szuka kolejnej wymówki, aby mieć więcej czasu dla Lii. Nie wiem, może ona myśli, że jestem zazdrosna. To nie prawda, staram się zajmować nią w każdej wolnej chwili. Kocham moją rodzinę bezwarunkowo. No chyba, że Diego. Niedawno dotarł do mojej rodziny i uważa się za wielkiego przywódce. Ale go szanuję, bo moja mama go kocha i jest to ojciec mojej siostry. Sięgnęłam po swój płaski,, biały telefon, który kupił mi Diego na 18-ste urodziny. Po trzech sygnałach mama odebrała:
-Hej słoneczko, przepraszam, jestem teraz z koleżankami w kawiarni - powiedziała szybko i usłyszałam pikanie.
-Aha. No pa - powiedziałam, ale nie usłyszała.
Zrobiło mi się przykro. Z mojego oka poleciała łza;
-Tia, misiu, coś się stało? - zapytał, najwidoczniej zaniepokjony Dawid.
Nie powiedziałam nic tylko rzuciłam mu się w ramiona i zaczęłam głośno szlochać. On już wiedział o co chodzi. Jak to mówią 'jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze'. Jednak nie w tym przypadku. Przyczyną była moja rodzicielka. Dawid nie mowiąc nic, objął mnie, pocałował w czubek głowy i szepnął do ucha ciche i niewinne 'wszystko będzie ok', ale to były tylko słowa. Nic bardziej nie działało mi na nerwy jak te trzy wyrazy złączone razem. 'WSZYSTKO BĘDZIE OK' w ogóle co oznacza to "ok". To znaczy. Ja wiem co oznacza słowo ok. Przecież żyjemy w XXI w. Ale nie w tym rzecz. Co miał na myśli autor tych słów, kierując je do mnie. Okey? Czyli co? Że wszystko będzie dobrze? Tylko problem polega na tym, że ja to słyszę za każdym razem, a nadal to nic nie zmienia. Dawid wypuścił mnie ze swoich objęć. Złapał za ramiona, popatrzył mi prosto w oczy i stanowczym, męskim głosem powiedział 'nie płacz więcej, maleńka'. Ach! Te słowa zadziałały na mnie jak redbull, którego piłam wczoraj. Jestem zmęczona tym wszystkim. Wokół mnie są same problemy jak nie w szkole, to w agencji lub w domu. Pan dyrektor, szef lub moja matka. Miałam tego wszystko serdecznie dość. Moja matka jest bardzo nieodpowiedzialna. I ona ma pod opieką 8-mięsieczne dziecko? Śmieszne. Chciała bym zabrać Lię i uciec jak najdalej stąd. Ale oczywiście zawsze stoi na przeszkodzie. Może to pora na odnalezienie ojca? Największym problemem jest to, że nie wiem o nim nic poza tym, że ma na imię Fabio, jest Włochem i możliwe, że ma nową rodzinę. Dziwne jest zawsze zachowanie mamy, gdy o nim wspomninam. Dostaje szału, na twarzy robi się czerwona i każe mi iść do swojego pokoju. Dlaczego ona niechce mi nic o nim powiedzieć. Chyba mam prawo wiedzieć cokolwiek o swoim ojcu. Co takiego stało się w przeszlości o czym ja nie wiem? Myślę, że mama nie jest ze mną do końca szczera. Na tym świecie są tylko trzy osoby na których mogę polegać; Julia, Oliwia i Dawid. O cholera! Oliwia! Ciekawe co z nią. Na śmierć o niej zapomniałam. Ale to dziwne. Nie dzowni, nie pisze sms'ów. To jest bardzo tajemnicze. Ona nigdy taka nie była.  Miałam nadzieję, że nic się nie stało. Chciałam do niej zadzwonić, ale było już grubo po dziesiątej. Możliwe, że spała. Ja też powinnam się kłaść. Wyjęłam z torby swoją koszule i kierowałam się w stronę łazienki. Trasa prowadziła przez salon i jadalnie. Salon Julli był duży i piękny. Ściany były w kolorach kakao i kremu. Telewizor wisiał na jednej z kremowych ścian, a pod nim brązowy dywan. Kanapa w ciemnym kolorze stała na przeciwko telewizora, a po bokach dwa fotele. Kominek stał na wprost wejścia. A na nim zdjęcia Julii z rodzicami. Jednak mnie najbardziej zadziwił widok z kanapy. Siedział na niej Dawid i Julka, która spała na jego kolanach. Byłam w tej chwili zazdrosna. Wiem, że z Dawidem nic mnie nie łączy, ale czuję się przy nim bezpieczna, kochana i doceniana. Zakochałam się? Chyba tak. Ale taka prawda kto by się nie zakochał w przystojnym, wysokim, brunecie z brązowymi oczami. Chyba jakaś ślepa laska. To był mój ideał, ale nigdy mu tego nie powiedziałam. Powinnam? Nie sądzę. Jest moim przyjacielem i niech tak zostanie. A gdybym popsuła naszą przyjaźń moim durnym pomysłem? No własnie, ale nie wiem i nigdy się nie dowiem. Z tego co pamiętam Julia miała kilku chłopaków, ale to było tylko głupie zauroczenia. Zawsze namawiałam ją do tego, aby porozmawiała z jednym z nich, ale oczywiście nie. Bo ona się wstydzi. Tak, Julka jest skromną osobą, jest cicha, czasem za bardzo, ale nie zmienia to faktu, że jest moją ukochaną przyjaciółką. Nie wiem jak wyglądało by moje życie bez niej. Poznałam ją bardzo dawno. Ja miałam 11 lat, a ona 13. Datę w której ją poznałam pamiętam do dziś. Pamiętam też dokładną godzinę. A w sumie poznałyśmy się przypadkiem. Ale ja nie wierzę w takie przypadki. Jestem osobą, która gdy coś robi myśli też o skutkach ubocznych. Mam namyśli to, że kiedyś, przez głupią rzecz nasza przyjaźń może się popsuć. Ale staram się o tym nie myśleć.
Dziś jest dzień pogrzebu rodziców Julki. Nigdy nie poznałam ich osobiście, ale kilka razy zdarzyło mi się z nimi rozmawiać, zawsze traktowali mnie miło i z szacunkiem. A moja mama? Eh ona chyba nawet nie wie kto to Julia Kwiatkowska. Niechciałam żeby Julka źle wyglądała. Poprosiłam żeby założyła czarne szpilki, czarną spódnice przed kolano i moją luźną bluzkę, takiego samego koloru jak reszta ubioru. Nie było sensu, aby ją malować. Założyła moje ciemne okulary. Ja ubrana byłam, także w ciemnych kolorach. Gdy zegar wybił 10;15 wyszliśmy. Kościół był niedaleko, ale Dawid zaproponował, że nas podwiezie. Na szczęście Julia po podaniu leków nie płakała, była spokojna. Na cmentarzu zdarzyła się rzecz która bardzo mnie zdziwiła. Robert-najlepszy przyjaciel pana Kwiatkowskiego stał obok drzewa. Gdy już go spuszczali do ziemi z całej siły, pięścią uderzył w drzewo. Garnitur miał cały zachlapany krwią. Bardzo nie przyjemny widok, ale dużo znaczył. Ludzi było mnóstwo. Widziałam tylko tyle na pogrzebie mojego kuzyna, który zmarł w podobnych okolicznościach. Dawid nie mógł z nami iść, ponieważ jest innej wiary, lecz został w domu i robi obiad. Za 2 dni mamy samolot do Stanów. Nasz plan był taki, że po powrocie z cmentarza Julia będzie się pakować i jeszcze dziś wyjeżdżamy do mojego domu.
Julia już kończy pakowanie, ale nigdzie nie może znaleźć swojego paszportu. Cała nasza trójka przeszukała mieszkanie, ale nikt nic nie znalazł, aż w pewnym momencie na moje oczy napatoczyła się biało-zielona teczka. Otworzyłam ją. Od razu w oczy rzucił mi się pewien papier. Postanowiłam go ominąć i patrzeć dalej. 'Mam go!' Krzyknęłam. Gdy Julka przekroczyła próg pokoju, od razu schowałam teczkę.
-Ooo gdzie był?- zapytała zadowolona
-Eee tam w szafce- odpowiedziałam po chwili.
-Super! Czyli jesteśmy gotowi?
-Tak-powiedziałam i przytuliłam ją.
-A co ty taki przytulas?- zapytała śmiejąc się.
-Bo nadal nie wierzę.
-Ja też haha.
Postanowiłyśmy nie tracić czasu i od razu zagraliśmy wszystko i wyszliśmy.