Cała droga przebiegła szybko i bezpiecznie. W moim domu jesteśmy od trzech godzin, a moja mama już zaczyna swoje farmazony. Czy ta kobieta nie potrafi cieszyć się życiem? Tak po prostu z tego co ma? Ach! Wstyd mi jest. Mama Julii zapewne była bardziej rozsądną kobietą. Nie chciałam być już tu ani chwili dłużej. Zawsze marzył mi się normalny dom i matka, która się o mnie martwi, zajmuję się mną, opiekuje. Idę w stronę pokoju gdzie leżą walizki. Wchodząc zaintrygowało mnie czarno-niebieskie pudełko, które stało na starej, zakurzonej, drewnianej komodzie. Jednak najpierw ruszyłam w poszukiwania tego po co tu na prawdę przyszłam. Po meczącej szukaninie znalazłam to czego w tym momencie najbardziej pragnęłam. Miałam wychodzić z pokoju, ale przypomniałam sobie o 'tajemniczym' pudełku. Położyłam wielką czerwoną walizkę na podłodze i sięgnęłam po dość ciężkie, kwadratowe 'coś'. Zdjęłam pokrywkę i moim oczom ukazały się zdjęcia, pierścionek i bilet. Zorientowałam się, że był to bilet do Polski. Ale po jaką cholerę ktoś trzyma nieważny bilet lotniczy? A pierścionek? Coś tu jest podejrzane. Zauważyłam, że na wewnętrznej stronie pierścionka widnieje napis. Nie potrafię go rozczytać. Zapewne nie był po polsku, angielsku, ani hiszpańsku. Hiszpański? Tak, uczę się tego języka od dawna. Na moją intuicję grawer jest po włosku. A może to jest pierścionek zaręczynowy mojej mamy? Bingo! Na pewno tak jest. To nie może być przypadek. Ja to jednak jestem Scherlock - pomyślałam. Muszę się jednak upewnić. Zabrałam pudełko z komody i wrzuciłam do walizki. Po drodze do swojej sypialni natknęłam się na Julię, która właśnie wychodziła z łazienki. Miała na sobie tylko ręcznik, który sięgał jej do połowy ud, a włosy miała mokre i skapywały z nich pojedyncze kropelki wody. Od razu chciałam pokazać jej moje nowe odkrycie;
-Julka chodź szybko! Szybko! Pokażę ci coś - mówiłam szeptem.
Julka popatrzyła się na mnie jak na idiotkę, ale bez słowa szła za mną. Otworzyłam białe drzwi od mojego pokoju wpuściłam jako pierwszą moją przyjaciółkę. Przekroczyłam próg pokoju, wychyliłam głowę jeszcze przez szparę oddzielającą futrynę od drzwi, po to, aby zobaczyć czy ktoś przypadkiem nie idzie. Na szczęście nikogo nie było w moim polu widzenia. I po chwili było słychać tylko trzask zamykających się drzwi. Podeszłam do łóżka i rzuciłam się na nie:
-To co mi chciałaś pokazać?
-Aaa zapomniałam - i chwyciłam ręką walizkę, aby wyciągnąć z niej pudełeczko.
-Co to? - zapytała zdziwiona.
-To co chciałam ci pokazać.
Zdjęłam wieczko i wyjęłam całą zawartość kuferka. Julia aż otworzyła oczy i usta ze zdumienia. Na jej 'sprytne' oko pierścionek miał niesamowitą wartość. Też tak sądziłam. Obrączka była srebrna i cienka, a w jej centrum znajdował się kilkunasto karatowy diament. Przeglądając dokładnie zawartość całego kufra znalazłyśmy tez kilka listów. Nie rozczytałyśmy ich. Prostą przyczyną było to, że obie nie umiałyśmy języka włoskiego. Jednak nie okłamujmy się, w tych czasach nie jest trudną rzeczą sprawdzić w jakim języku jest cokolwiek napisane. Szybko sięgnęłam po swojego laptopa. Na moje szczęście mąż mamy zapłacił łaskawie za Internet. Szybko wpisałyśmy dany napis i po kilku sekundach były rozwiane wszystkie nasze pytania i wątpliwości. Moja szczęka opadła w dół. Przeczytałam jeszcze raz co translator przetłumaczył i zerknęłam na pierścionek czy dobrze wprowadziłam każdą literkę.
-A jednak! - powiedziałam z pewnością w głosie.
Zabrałam małe, srebrne kółko i z prędkością światła wybiegłam z pokoju. W kuchni stała moja mama;
-Co to jest do cholery?
Odwróciła się w moją stronę, ale nic nie odpowiedziała i znów wróciła do wykonywania wcześniejszej czynności.
-Mamo!!! - krzyknęłam.
W pomieszczeniu wciąż była cisza. Moja rodzicielka zakręciła strumień lejącej się wody w kranie i oparła mokre ręcę o blat. Patrzyła się na ludzi i samochody za oknem. Postanowiłam nic nie mówić i poczekać aż ona wykona jakikolwiek ruch. Odwróciła się. No nareszcie - pomyślałam. Zauważyłam, że z jej oczu płynie łza.
-Siadaj - mruknęła i otarła ręką łzę.
-Powiesz mi co to jest?
Wzięła ode mnie pierścień i po woli go obracała. I po kilku minutach wszystko stało się dla mnie jasne. Nie wierzyłam własnym uszom. Popatrzyłam jej prosto w oczy i powiedziałam szczere: NIENAWIDZĘ CIĘ! Wprost krzyknęłam jej to i pobiegłam na górę. Wpadłam do pokoju i zaczęłam płakać w poduszkę.
-Co się stało? - po usłyszeniu tych słów poszułam ciepły dotyk ręki na moich plecach.
Uniósłam głowę i zerknęłam na Julkę. Chcę jej wszystko powiedzieć, ale nawet nie potrafię otworzyć ust. To co przed chwilą się dowiedziałam narobiło w mojej głowie wielkiego szumu. Z jednej strony mam pustkę, a z drugiej tyle myśli, że nie potrafię skleić zdania. Wstałam. Wzięłam głęboki wdech i wydech, zamknęłam oczy. Julka wie, że stało się coś poważnego, ale dała mi jeszcze chwilę. I zaczęłam:
-Mama powiedziała mi o co w tym wszystkim chodzi. To był pierścionek od mojego taty. Mama go dostała po moich narodzinach. Jako 'zaliczkę'. Zaliczka? Ha ha. Moja mama była prostytutką. Nic nie mów - zauważyłam, że moja przyjaciółka chce coś powiedziec - no i się prostytuowała, mówiąc prościej. Pewnego dnia jej klientem był mój ojciec. Opowiedział jej o swojej sytuacji, że chce dostać polskie obywatelstwo, ale to nie takie proste. Moja mama jako dobroduszna kobieta chciała pomóc. Po kilku tygodniach odbył się ślub. Matka dostała za to grube pieniądze. Okazało się, że zaszła w ciążę. Mój ojciec nie chciał jej zostawiać, ale umowa była taka, że po dostaniu obywatelstwa nastąpi rozwód. Gdy miałam 2 lata mama ze mną uciekła z Włoch i już nigdy więcej się nie widziała z moim ojcem. No to na tyle.
-Ale... No... -Julka strasznie się jąkała.
-Sytuacja jak z filmu, co?
-Na prawdę.
-Pakuj się.
-Po co?
-Pakuj się-rozkazałam.
Nie chciałam być w tym domu ani chwili dłużej.
Całe pakowanie zajęło nam trzy godziny. Już schodziłyśmy na dół z walizkami. Przypomniałam sobie o mojej obietnicy. Kiedyś obiecałam Julce, że pokażę jej Lie;
-Chodź bejbe -uśmiechnęłam się do Julki.
-Tia, po co?
Złapałam ją za nadgarstek i ciągnęłam za sobą. Otworzyłam drzwi od pokoju: To jest Lia - powiedziałam dumnie.
-Jaka śliczna- podeszła i od razu wzięła ją na ręcę.
Mała uśmiechała się do niej jak do nikogo innego. Podeszłam i ją odebrałam. Przytuliłam najmocniej jak się tylko dało. Wrócę po ciebie maleńka - wyszeptałam jej. Uśmiechnęłam się do niej po raz ostatni i wyszłam.
-Nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
-Musi.
Nie żegnając się z nikim wyszłyśmy. Dawid czekał już pod domem. Zabrał nasze walizki z podjazdu. Weszliśmy do samochodu i już zadał swoje błyskotliwe pytanie; Jaki kierunek księżniczki?
-Nie gadaj tylko jedź prosto na lotnisko-odparła mu Julia.
-Twoje życzenie mym rozkazem -uśmiechnął się.
-Boże dajcie spokój, no chyba że chcesz zmywać moje wymioty z twoich nowych wycieraczek..? Eee z Tesco-uśmiechnęłam się chamsko.
-Młoda nie bądź taka to przodu.
W samochodzie nastała cisza.
Za nami już połowa drogi. Jest godzina pierwsza dwadzieścia... Ale w nocy. W pewnej momencie usłyszałam swoją ulubioną piosenkę w radiu. Podgłosiłam i zaczęłam śpiewać;
- Oh, we can do anything we want
Live it up, so live it up, live it up, go go go go go
-Tia, bój się ty Boga! Idź spać-mruczała pod nosem zaspana Julka.
-Wstawaaaj! Młoda godzina -zaczęłam się śmiać.
Po kilkudziesięciu minutach byliśmy na lotnisku. Bagaże już oddaliśmy. Teraz tylko kontrolna i witaj New York. Ach! Spełnienie marzeń!
-Czas się żegnać-mruknęłam pod nosem.
-Niestety... Więc dziewczynki miłej podróży.
-Będziemy tęsknić-powiedziała Julka.
Pożegnania minęły czule. Już obie machałyśmy z labiryntu prowadzącego do kontroli. A tam czekała na nas niespodzianka.
--------------------------------
I kolejny rozdział! Będę dodawać jednak co dwa tygodnie. Sądzę że już nie możecie się doczekać Królewskich, ale jeszcze 1-2 rozdziały i pojawią się. Za tydzień zaczynają mi się ferie mam zamiar napisać kilka rozdziałów. Pozdrawiam i zachęcam do komentowania
piątek, 24 stycznia 2014
Rozdział IV
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Świetny rozdział. A ten pierścionek i tajemnica się za nim kryjąca, WOW! Nigdy bym się tego nie spodziewała. Ehh, mam nadzieję, że dziewczyna wyjeżdżając zapomni o tym czego dowiedziała się od matki i będzie się cieszyć życiem w USA. :-)
OdpowiedzUsuńhttp://another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/
http://co-z-nami-bedzie.blogspot.com/2014/02/5kochac-to-nie-znaczy-zawsze-to-samo.html
OdpowiedzUsuńNowość :)