środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział VI

-Głupia babo gdzie ty byłaś?-zapytałam lekko zdenerwowana.
-No bo ten... Taki jed... A z resztą nie będę ci się tłumaczyć.
Popatrzyłam na nią jak na idiotkę i odwróciłam od niej wzrok, aby poszukać Raicy. Nigdzie jej nie wiedziałam. Stałam wystraszona w swoich okularach oparta o walizkę. Usłyszałam za sobą głos mężczyzny; -Przepraszam?
'Kolejna przybłęda prosi o pieniądze' - pomyślałam i przewróciłam oczami.
-Czy może pani Julia i Tia? - momentalnie odskoczyłam od walizki.
-Eeee tak ale o co chodzi? - i odwróciłam się w stronę rozmówcy. -Mam was zawieść prosto pod agencję do pani Raicy -uśmiechnął się i, gdy przybliżył się, aby odebrać moją walizkę poczułam piękną woń męskich perfum. Od razu zakładałam, że pewnie jakieś z wyższej sfery. W sumie jesteśmy w wielkim mieście. Od samego początku jak tylko wylądowałyśmy, czułam, że ta podróż odmieni całe moje życie. Idąc w stronę parkingu na którym stał samochód, przechodziłam obok samochodów najwyższych marek; Lamborgini, Ferrari, Porsche, Bugatti. Miałam nadzieję, że jednym z takich przewiezie nas przez ulice Nowego Jorku. W pewnym momencie mężczyzna, który rzekomo ma nas doprowadzić do Raicy stanął obok starego, zardzewiałego Audi.
-No siadajcie dziewczyny - uśmiechnął się i włożył rękę do kieszeni w celu wyciągnięcia kluczyków. Popatrzyłam na niego błagalnie, z miną typu 'żarty sobie robisz?'. W około nas było pełno pięknych, sportowych samochódów, a on nas chce zawozić tym czymś. Nie będę jednak wychodzić na rozpieszczoną lale. Julka nawet nie przywiązywała wagi do tego gdzie jesteśmy i co robimy. Po prostu szła za nami i co chwilę wpadała na kogoś bo jej oczy były skupiony na małej cegiełce, którą wszyscy zwią telefon.
-Jak ty masz w ogóle na imię?! - zapytałam zdenerwowana.
-Leon - odparł z uśmiechem.
Widać było, że zaraz wybuchnie śmiechem, nie wiedziałam jeszcze z jakiego powodu. Byłam pewna, że pod agencję podjedziemy jakąś limuzyną, ewentualnie sportowym autem, a tymczasem stoimy obok starego Audi.
-Haha! -Leon zaczął się śmiać.
- Z czego rżysz? - moje zdenerwowanie zaczęło wychodzić na wierzch.
-Nie denerwuj się księżniczko, bo zmarszczki ci się pojawią... A tak serio to żartowałem, nasze auto stoi tutaj - mówiąc to odwrócił się i pokazał na ten samochód. Teraz to byłam podekscytowana. Wcześniej taki pojazd to tylko na obrazku mogłam oglądać. W ciągu jednego miesiąca tak dużo się zadziało. Zanim wsiadłam do samochodu zerknęłam na telefon z nadzieją, że dzwoniła moja mama. Zawiodłam się. Był tylko SMS od Oliwii. Szlag! Zapomniałam o niej. Jednak musiałam już wsiadać do samochodu.
-Julia! Siadasz do tyłu! - krzyknęłam.
-Dobra, dobra - wciąż zapatrzona była z ekran smartfona. Nie ukrywam, że chciałam siedzieć obok nowego kolegi. Założyłam swoje okulary i zasiadłam wygodnie obok kierowcy. Słońce świeciło, a ja miałam chęć do dalszego działania. Po drodze wstąpiliśmy do McDonald's. Mogłam sobie pozwolić na burgera i frytki... no i cole. Julia nie jada takich rzeczy, ale przytaknęła na szejka. Leon nawet nie pozwolił mi wyjąć portfela, zapłacił za wszystko. Dżentelmen - pomyślałam. Julka założyła swoje słuchawki, a ja podgłosiłam radio;
-Cały czas lecą moje ulubione piosenki - mówiąc poprawiłam włosy.
-Lubisz Shakirę? - zapytał z uśmiechem.
-Kocham. Jej barwa głosu jest inna niż wszystkie, wciąż wygląda jak nastolatka - i nagle zaczęłam przedstawiać jej cały życiorys.
-Ej, młoda ty się czasem nie zapowietrzasz? - zaczął się śmiać
-Nie, głupku - dwoma palcami delikatnie uderzyłam go w głowę.
Chyba się zakochałam. Za każdym razem, gdy się na niego spojrzałam miałam motylki w brzuchu. Gdy tylko w radiu przestałam słyszeć duet Shakiry i Rihanny samochód stanął. Spojrzałam w górę. Moim oczom ukazał się drapacz chmur. Cały był w szkle. Leon wyszedł i podbiegł, aby otworzyć mi drzwi, a potem Julii. Modliłam się w duchu, żeby nie powiedziała jakiejś głupoty. Weszliśmy po prawej stronie był korytarz a w nim mnóstwo drzwi, a po lewej wielki hol. Przede mną schody. Ogromnie szerokie. Szliśmy za Leonem
__________________________
Nie wiem czy ktoś czyta jeszcze tego bloga, jeśli ktoś obecny proszę o komentarze :* Mam nadzieję, że dalej będę miała czytelników dla których będę pisać tego bloga

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział V

Niespodzianka bardzo miła. Lecimy najwyższą klasą. Do naszej dyspozycji jest wiele rzeczy: barek, telewizja, miejsce gdzie można odpocząć. Byłam zachwycona. Z resztą nie tylko ja. Julka również. Leciałyśmy wiele razy samolotem, ale nie z tak wysokim standardem. 
Od razu po wejściu na pokład ruszyłam zobaczyć jaki w rzeczywistości mamy standart. Stojąc w drzwiach po mojej prawej stronie stało drewniane łóżko przykryte kakaowym kocem. Po jednej stronie łóżka stała mała komoda z szufladą u góry i półkami u dołu, a z drugiej małe okno. W drugim kącie pokoju stało kolejne łóżko. Stylizacja była symetryczna. W całkiem przeciwnych kolorach - jaśniejszych. Przez środek pomieszczenia biegła dwu centymetrowa, złota taśemka oddzielająca jasną część od ciemnej.Pokój był urządzony bardzo nowocześnie.
-Księżniczko bierzesz ciemniejszą stronę mocy haha - usłyszyłam za plecami śmiech mojej przyjaciółki.
-Phiii... Jestem starsza ja wybieram.
Nawet się nie obejrzałam, a Julka już leżała brzuchem na łóżku. Zaśmiałam się jak głupia i zauważyłam, że za mną idzie mężczyzna. W ręku trzymając kawę, a w drugiej telefon, który trzymał przy uchu. Ubrany był w eleganckie dżinsy, białą koszule Calvina Kleina i ciemnogranatową, jednolitą marynarkę, którą miał zarzuconą na rękę w której trzymał kawę. Gdy przeszedł poczułam piękna woń delikatnych męskich perfum. Nogi ugięły mi się i czułam, że po woli tracę grunt pod nogami. Przez moje ciało przeszły dreszcze adrenaliny, a w brzuchu czułam motylki. Odwróciłam szybko głowę w stronę Julki bo poczułam, że na twarzy robią mi się czerwone wypieki. Julia się do mnie tylko głupio uśmiechnęła, bo wiedziała o co chodzi. Na oko miał około 23 lat. Widać było, że jest zapracowany. Zakochałam się? Nie, nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Zrobiłam krok do przodu i znajdowałam się w takim miejscu, że mogłam swobodnie zamknąć drzwi i nie otrzeć się o nie.
-Czy ty go widziałaś? Aaaaa - mówiłam prawie piszcząc.
-Nie, oślepłam, nie widzę i wcale nie widziałam jak się rumieniłaś na widok tego gościa. W ogóle - powiedziała z sarkazmem.
-Weź się goń śledziu - wystawiłam jej język.
-Idź spać - poradziła.
Ściągnęłam swoje air maxy i położyłam głowę na poduszkę. Spojrzałam tylko na telefon czy ktoś nie dzwonił. Okazało się, że nikt. Odłożyłam smartfona na komodę. Po chwili usunęłam.
Usłyszałam głos stewardessy ogłaszający przesiadkę. Byłam zniesmaczona. Jak ona mogła mnie obudzić? Okazało się, że jesteśmy w Londynie.
-Ej, kobieto, ile ja spałam?
-5 godzin - odpowiedziała z uśmiechem.
- Chyba żartujesz...- wzięłam telefon do ręki.
Okazało się, że jest 6 czasu londyńskiego. Nie miałam ochoty wychodzić. Wcale nie musiałam. Nikt mi nie kazał.
-Tiaaaaaaaaaaaa przeeeesssiaaasddkkaaaaaaaaa! - no chyba że Julka, która weszła mi w myśli.
Pokazałam jej znacząco, że nie mam zamiaru nigdzie wychodzić. Popatrzyła na mnie błagalnie. Tak, porozumiewamy się za pomocą mimiki twarzy. Wiedziałam, że nie da za wygraną. Wzięłam do ręki swoją miętową torebkę. Idąc w stronę drzwi wyciągałam portfel. Całkiem zamyślona w liczenie swoich kosztowności nie zauważyłam, że  z drugiej strony idzie 'ten' chłopak. Wpadł na mnie.
-Ooo wybacz.
-Uważaj jak chodzisz - zdenerwowałam się. Nie wiedziałam jeszcze kto we mnie wszedł. Podniosłam wzrok - Ojej, przepraszam. Uniosłam się.
-To ja przepraszam - kucnął i pomógł mi zbierać pieniądze z wykładziny.
Było mi głupio, że tak bardzo na niego naskoczyłam.
-Gdzie lecisz?-zapytał zmieszany.
-Haha. On w jedną stronę leci... Chyba.
Zaczerwienił się. Widocznie zrobiło mu się głupio. Ale ja widok miałam. Chciałam wybuchnąć śmiechem, ale powstrzymałam się i szeroko się uśmiechnęłam. Do samego wyjścia szliśmy razem. Julka miała ochotę 'palnąć' jakąś głupotę, powstrzymała się po moich minach na twarzy. Gdy tylko się rozdzieliliśmy Julia od razu podbiegła i zapytała o czym gadaliśmy. Nie miałam teraz ochoty jej o tym mówić. Muszę ją trochę potrzymać w niepewności. Tak, jestem okrutna. Weszliśmy do pierwszej lepszej kawiarnii. Ja zamówiłam kawę na wynos, a Julka jakiś koktajl truskawkowy. Po zapłaceniu wyszłyśmy. Oczywiście na kogo trafiłyśmy? Na tego samego mężczyzne. Trafiam na niego po raz trzeci, a nadal nie wiem jak ma na imię.
-Wiesz co... Widzimy się trzeci raz, a ja nie wiem jak ty masz na imię - zapytałam pewna siebie.
-Gdzie moje maniery. Massimo jestem - złapał i pocałował moją rękę.
Jest! Tak! Wiedziałam! Jestem mistrzem. Musi być obcokrajowcem. Jego karnacja, akcent i imię. Massimo. Może on jest Włochem? Albo Hiszpanem? A może Azjata? Na pewno nie jest rodowitym Polakiem. Nie będę pytać, bo pomyśli, że jestem chamska. A... Co mi szkodzi.
-Jesteś Polakiem? -  a niech myśli co chce.
-Moja mama jest Hiszpanką, a ojciec Polakiem.
Nie podoba mi się to słowo 'ojciec'. Jest dla mnie to zniewaga, brak szacunku. Nie wiem co jest tego przyczyną. Tym razem nie będę się odzywać. Na pewno. Stanowczo mówię nie. Z resztą. Do niedawna też tak mówiłam o moim tacie. Jednak moja matka teraz stała się tą złą. Nadal nie potrafię jej wybaczyć, a ona nadal nawet nie próbuje dzwonić.
Wracamy na pokład samolotu. Tym razem zajęłam miejsce siedzące. Jako mała dziewczynka nie lubiłam siedzieć obok okna w samolocie. A teraz? Jest dla mnie to idealny moment na przemyślenie wszystkiego. Wyciągnęłam z torebki swój odtwarzacz muzyki. Włożyłam słuchawki i usłyszałam melodię swojej ulubionej piosenki. Przy niej nie muszę nic udawać. Ludzie szukają kłamstw w sercu, aby zakrywać te wcześniejsze i ja robię to samo. Nie jestem idealna. Chciałabym zmienić wiele rzeczy w moim zachowaniu, ale nie potrafię. Dążę tylko do jednego. Stać się sławną modelką, a reszta niech zobaczy co traci. W marzenia wierzę. To priorytet w moim życiu. Oparłam głowę na ramieniu i znów usnęłam. Nie minęło długo, a już się obudziłam. Odwróciłam głowę w drugą stronę i zobaczyłam siedzącego obok Massimo. Wystraszyłam się. Od razu zapytałam się co tutaj robi. Ten zażartował i powiedział, że się stęsknił. Zaśmiałam się i powtórnie zadałam pytanie, tym razem z powagą. Dowiedziałam się, że kochana Juleczka zamieniła się z nim miejscami. Zostało nam jeszcze około 5 godzin. Massimo przyniósł dwie herbaty i zaczęliśmy rozmawiać. Każdy temat został poruszony. Też pracuję w branży modelingu. Dowiedziałam się, że ma sporo rodzeństwa. Jednak nie chciał prowadzić dalszej konwersacji na temat rodziny. Rozumiałam go. Miałam wrażenie jakby upłynęła dopiero godzina, tym czasem my zbliżaliśmy się do lądowania.
Wylądowaliśmy bez żadnych przeszkód. Każdy zabrał swoje rzeczy i wyszedł z samolotu. 'Cholera!'- pomyślałam. Znów zapominałam zapytać się o jego nazwisko lub telefon. Teraz na prawdę moim największym zmartwieniem było to, że nigdzie nie widzę Julki. Odebrałam bagaż i czekałam przed głównym wejściem na lotnisko. Postanowiłam do niej zadzwonić. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i w tym czasie zauważyłam Julkę. Miałam ochotę ją zabić.
------------------
I kolejny. Mam nadzieję, że się podoba. W ogóle nie mam na nic czasu.
            Czytasz=Komentuj
Wiem, że jedna osoba nie może doczekać się mojego rozdziału haha. Pozdrawiam i dedykuję ten rozdział anonimowi z Aska :*

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział IV

Cała droga przebiegła szybko i bezpiecznie. W moim domu jesteśmy od trzech godzin, a moja mama już zaczyna swoje farmazony. Czy ta kobieta nie potrafi cieszyć się życiem? Tak po prostu z tego co ma? Ach! Wstyd mi jest. Mama Julii zapewne była bardziej rozsądną kobietą. Nie chciałam być już tu ani chwili dłużej. Zawsze marzył mi się normalny dom i matka, która się o mnie martwi, zajmuję się mną, opiekuje. Idę w stronę pokoju gdzie leżą walizki. Wchodząc zaintrygowało mnie czarno-niebieskie pudełko, które stało na starej, zakurzonej, drewnianej komodzie. Jednak najpierw ruszyłam w poszukiwania tego po co tu na prawdę przyszłam. Po meczącej szukaninie znalazłam to czego w tym momencie najbardziej pragnęłam. Miałam wychodzić z pokoju, ale przypomniałam sobie o 'tajemniczym' pudełku. Położyłam wielką czerwoną walizkę na podłodze i sięgnęłam po dość ciężkie, kwadratowe 'coś'. Zdjęłam pokrywkę i moim oczom ukazały się zdjęcia, pierścionek i bilet. Zorientowałam się, że był to bilet do Polski. Ale po jaką cholerę ktoś trzyma nieważny bilet lotniczy? A pierścionek? Coś tu jest podejrzane. Zauważyłam, że na wewnętrznej stronie pierścionka widnieje napis. Nie potrafię go rozczytać. Zapewne nie był po polsku, angielsku, ani hiszpańsku. Hiszpański? Tak, uczę się tego języka od dawna. Na moją intuicję grawer jest po włosku. A może to jest pierścionek zaręczynowy mojej mamy? Bingo! Na pewno tak jest. To nie może być przypadek. Ja to jednak jestem Scherlock - pomyślałam. Muszę się jednak upewnić. Zabrałam pudełko z komody i wrzuciłam do walizki. Po drodze do swojej sypialni natknęłam się na Julię, która właśnie wychodziła z łazienki. Miała na sobie tylko ręcznik, który sięgał jej do połowy ud, a włosy miała mokre i skapywały z nich pojedyncze kropelki wody. Od razu chciałam pokazać jej moje nowe odkrycie;
-Julka chodź szybko! Szybko! Pokażę ci coś - mówiłam szeptem.
Julka popatrzyła się na mnie jak na idiotkę, ale bez słowa szła za mną. Otworzyłam białe drzwi od mojego pokoju wpuściłam jako pierwszą moją przyjaciółkę. Przekroczyłam próg pokoju, wychyliłam głowę jeszcze przez szparę oddzielającą futrynę od drzwi, po to, aby zobaczyć czy ktoś przypadkiem nie idzie. Na szczęście nikogo nie było w moim polu widzenia. I po chwili było słychać tylko trzask zamykających się drzwi. Podeszłam do łóżka i rzuciłam się na nie:
-To co mi chciałaś pokazać?
-Aaa zapomniałam - i chwyciłam ręką walizkę, aby wyciągnąć z niej pudełeczko.
-Co to? - zapytała zdziwiona.
-To co chciałam ci pokazać.
Zdjęłam wieczko i wyjęłam całą zawartość kuferka. Julia aż otworzyła oczy i usta ze zdumienia. Na jej 'sprytne' oko pierścionek miał niesamowitą wartość. Też tak sądziłam. Obrączka była srebrna i cienka, a w jej centrum znajdował się kilkunasto karatowy diament. Przeglądając dokładnie zawartość całego kufra znalazłyśmy tez kilka listów. Nie rozczytałyśmy ich. Prostą przyczyną było to, że obie nie umiałyśmy języka włoskiego. Jednak nie okłamujmy się, w tych czasach nie jest trudną rzeczą sprawdzić w jakim języku jest cokolwiek napisane. Szybko sięgnęłam po swojego laptopa. Na moje szczęście mąż mamy zapłacił łaskawie za Internet. Szybko wpisałyśmy dany napis i po kilku sekundach były rozwiane wszystkie nasze pytania i wątpliwości. Moja szczęka opadła w dół. Przeczytałam jeszcze raz co translator przetłumaczył i zerknęłam na pierścionek czy dobrze wprowadziłam każdą literkę.
-A jednak! - powiedziałam z pewnością w głosie.
Zabrałam małe, srebrne kółko i z prędkością światła wybiegłam z pokoju. W kuchni stała moja mama;
-Co to jest do cholery?
Odwróciła się w moją stronę, ale nic nie odpowiedziała i znów wróciła do wykonywania wcześniejszej czynności.
-Mamo!!! - krzyknęłam.
W pomieszczeniu wciąż była cisza. Moja rodzicielka zakręciła strumień lejącej się wody w kranie i oparła mokre ręcę o blat. Patrzyła się na ludzi i samochody za oknem. Postanowiłam nic nie mówić i poczekać aż ona wykona jakikolwiek ruch. Odwróciła się. No nareszcie - pomyślałam. Zauważyłam, że z jej oczu płynie łza.
-Siadaj - mruknęła i otarła ręką łzę.
-Powiesz mi co to jest?
Wzięła ode mnie pierścień i po woli go obracała. I po kilku minutach wszystko stało się dla mnie jasne. Nie wierzyłam własnym uszom. Popatrzyłam jej prosto w oczy i powiedziałam szczere: NIENAWIDZĘ CIĘ! Wprost krzyknęłam jej to i pobiegłam na górę. Wpadłam do pokoju i zaczęłam płakać w poduszkę.
-Co się stało? - po usłyszeniu tych słów poszułam ciepły dotyk ręki na moich plecach.
Uniósłam głowę i zerknęłam na Julkę. Chcę jej wszystko powiedzieć, ale nawet nie potrafię otworzyć ust. To co przed chwilą się dowiedziałam narobiło w mojej głowie wielkiego szumu. Z jednej strony mam pustkę, a z drugiej tyle myśli, że nie potrafię skleić zdania. Wstałam. Wzięłam głęboki wdech i wydech, zamknęłam oczy. Julka wie, że stało się coś poważnego, ale dała mi jeszcze chwilę. I zaczęłam:
-Mama powiedziała mi o co w tym wszystkim chodzi. To był pierścionek od mojego taty. Mama go dostała po moich narodzinach. Jako 'zaliczkę'. Zaliczka? Ha ha. Moja mama była prostytutką. Nic nie mów - zauważyłam, że moja przyjaciółka chce coś powiedziec - no i się prostytuowała, mówiąc prościej. Pewnego dnia jej klientem był mój ojciec. Opowiedział jej o swojej sytuacji, że chce dostać polskie obywatelstwo, ale to nie takie proste. Moja mama jako dobroduszna kobieta chciała pomóc.  Po kilku tygodniach odbył się ślub. Matka dostała za to grube pieniądze. Okazało się, że zaszła w ciążę. Mój ojciec nie chciał jej zostawiać, ale umowa była taka, że po dostaniu obywatelstwa nastąpi rozwód. Gdy miałam 2 lata mama ze mną uciekła z Włoch i już nigdy więcej się nie widziała z moim ojcem. No to na tyle.
-Ale... No... -Julka strasznie się jąkała.
-Sytuacja jak z filmu, co?
-Na prawdę.
-Pakuj się.
-Po co?
-Pakuj się-rozkazałam.
Nie chciałam być w tym domu ani chwili dłużej.
Całe pakowanie zajęło nam trzy godziny. Już schodziłyśmy na dół z walizkami. Przypomniałam sobie o mojej obietnicy. Kiedyś obiecałam Julce, że pokażę jej Lie;
-Chodź bejbe -uśmiechnęłam się do Julki.
-Tia, po co?
Złapałam ją za nadgarstek i ciągnęłam za sobą. Otworzyłam drzwi od pokoju: To jest Lia - powiedziałam dumnie.
-Jaka śliczna- podeszła i od razu wzięła ją na ręcę.
Mała uśmiechała się do niej jak do nikogo innego. Podeszłam i ją odebrałam. Przytuliłam najmocniej jak się tylko dało. Wrócę po ciebie maleńka - wyszeptałam jej. Uśmiechnęłam się do niej po raz ostatni i wyszłam.
-Nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
-Musi.
Nie żegnając się z nikim wyszłyśmy. Dawid czekał już pod domem. Zabrał nasze walizki z podjazdu. Weszliśmy do samochodu i już zadał swoje błyskotliwe pytanie; Jaki kierunek księżniczki?
-Nie gadaj tylko jedź prosto na lotnisko-odparła mu Julia.
-Twoje życzenie mym rozkazem -uśmiechnął się.
-Boże dajcie spokój, no chyba że chcesz zmywać moje wymioty z twoich nowych wycieraczek..? Eee z Tesco-uśmiechnęłam się chamsko.
-Młoda nie bądź taka to przodu.
W samochodzie nastała cisza.
Za nami już połowa drogi. Jest godzina pierwsza dwadzieścia... Ale w nocy. W pewnej momencie usłyszałam swoją ulubioną piosenkę w radiu. Podgłosiłam i zaczęłam śpiewać;
- Oh, we can do anything we want
Live it up, so live it up, live it up, go go go go go
-Tia, bój się ty Boga! Idź spać-mruczała pod nosem zaspana Julka.
-Wstawaaaj! Młoda godzina -zaczęłam się śmiać.
Po kilkudziesięciu minutach byliśmy na lotnisku. Bagaże już oddaliśmy. Teraz tylko kontrolna i witaj New York. Ach! Spełnienie marzeń!
-Czas się żegnać-mruknęłam pod nosem.
-Niestety... Więc dziewczynki miłej podróży.
-Będziemy tęsknić-powiedziała Julka.
Pożegnania minęły czule. Już obie machałyśmy z labiryntu prowadzącego do kontroli. A tam czekała na nas niespodzianka.
--------------------------------
I kolejny rozdział! Będę dodawać jednak co dwa tygodnie. Sądzę że już nie możecie się doczekać Królewskich, ale jeszcze 1-2 rozdziały i pojawią się. Za tydzień zaczynają mi się ferie mam zamiar napisać kilka rozdziałów. Pozdrawiam i zachęcam do komentowania

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział III

A mianowicie wyjazd do Stanów;
-Julia...?-zapytałam niepewnie
-Tak?
-Bo pamiętasz, że mam jechać do USA?
-Tak. Masz rację nie powinnam ci teraz zawracać głowy...- w tym momencie Julka posmutniała
-Nie, nie o to chodzi... Tylko... Cholera!
-Ja wiem ile ci to sprawiło radości i że to jest spełnienie twoich własnych marzeń.
-To wiedz też to, że przyjazd tutaj to też było moje wielkie marzenie.
W pokoju zabrzmiała głucha cisza. Wstałam z kanapy i spletłam swoje ręce.
-Dobra to teraz prościej. Jedziesz ze mną! -powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Tia? Masz gorączkę czy migrenę?
-Ale ja mówię całkiem poważnie-mówiąc to siadłam obok niej i położyłam rękę na jej kolanie.
Nasza rozmowa trwała jeszcze kilkanaście minut. Po tych wszystkich namowach, zgodziła się. Byłam w wielkim szoku. Wczoraj byłyśmy kilkaset kilometrów od siebie, dziś razem, a za sześć dni w Nowym Jorku. Marzenia się spełniają? Owszem. Tylko nie wiedziałam, że w takim momencie. No tak to prawda. Moja mama mówiła, że marzenia się spełniają wtedy, gdy najbardziej się ich nie spodziewamy. Najpierw Julia teraz kariera za granicą. Jest zbyt dobrze i jak zawsze zaraz się coś spieprzy. Postanowiłam zadzwonić do mamy, pewnie się martwi... A może i nie? Jestem dorosła i twierdzi, że sama potrafię o siebie zadbać. A ja myślę, że szuka kolejnej wymówki, aby mieć więcej czasu dla Lii. Nie wiem, może ona myśli, że jestem zazdrosna. To nie prawda, staram się zajmować nią w każdej wolnej chwili. Kocham moją rodzinę bezwarunkowo. No chyba, że Diego. Niedawno dotarł do mojej rodziny i uważa się za wielkiego przywódce. Ale go szanuję, bo moja mama go kocha i jest to ojciec mojej siostry. Sięgnęłam po swój płaski,, biały telefon, który kupił mi Diego na 18-ste urodziny. Po trzech sygnałach mama odebrała:
-Hej słoneczko, przepraszam, jestem teraz z koleżankami w kawiarni - powiedziała szybko i usłyszałam pikanie.
-Aha. No pa - powiedziałam, ale nie usłyszała.
Zrobiło mi się przykro. Z mojego oka poleciała łza;
-Tia, misiu, coś się stało? - zapytał, najwidoczniej zaniepokjony Dawid.
Nie powiedziałam nic tylko rzuciłam mu się w ramiona i zaczęłam głośno szlochać. On już wiedział o co chodzi. Jak to mówią 'jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze'. Jednak nie w tym przypadku. Przyczyną była moja rodzicielka. Dawid nie mowiąc nic, objął mnie, pocałował w czubek głowy i szepnął do ucha ciche i niewinne 'wszystko będzie ok', ale to były tylko słowa. Nic bardziej nie działało mi na nerwy jak te trzy wyrazy złączone razem. 'WSZYSTKO BĘDZIE OK' w ogóle co oznacza to "ok". To znaczy. Ja wiem co oznacza słowo ok. Przecież żyjemy w XXI w. Ale nie w tym rzecz. Co miał na myśli autor tych słów, kierując je do mnie. Okey? Czyli co? Że wszystko będzie dobrze? Tylko problem polega na tym, że ja to słyszę za każdym razem, a nadal to nic nie zmienia. Dawid wypuścił mnie ze swoich objęć. Złapał za ramiona, popatrzył mi prosto w oczy i stanowczym, męskim głosem powiedział 'nie płacz więcej, maleńka'. Ach! Te słowa zadziałały na mnie jak redbull, którego piłam wczoraj. Jestem zmęczona tym wszystkim. Wokół mnie są same problemy jak nie w szkole, to w agencji lub w domu. Pan dyrektor, szef lub moja matka. Miałam tego wszystko serdecznie dość. Moja matka jest bardzo nieodpowiedzialna. I ona ma pod opieką 8-mięsieczne dziecko? Śmieszne. Chciała bym zabrać Lię i uciec jak najdalej stąd. Ale oczywiście zawsze stoi na przeszkodzie. Może to pora na odnalezienie ojca? Największym problemem jest to, że nie wiem o nim nic poza tym, że ma na imię Fabio, jest Włochem i możliwe, że ma nową rodzinę. Dziwne jest zawsze zachowanie mamy, gdy o nim wspomninam. Dostaje szału, na twarzy robi się czerwona i każe mi iść do swojego pokoju. Dlaczego ona niechce mi nic o nim powiedzieć. Chyba mam prawo wiedzieć cokolwiek o swoim ojcu. Co takiego stało się w przeszlości o czym ja nie wiem? Myślę, że mama nie jest ze mną do końca szczera. Na tym świecie są tylko trzy osoby na których mogę polegać; Julia, Oliwia i Dawid. O cholera! Oliwia! Ciekawe co z nią. Na śmierć o niej zapomniałam. Ale to dziwne. Nie dzowni, nie pisze sms'ów. To jest bardzo tajemnicze. Ona nigdy taka nie była.  Miałam nadzieję, że nic się nie stało. Chciałam do niej zadzwonić, ale było już grubo po dziesiątej. Możliwe, że spała. Ja też powinnam się kłaść. Wyjęłam z torby swoją koszule i kierowałam się w stronę łazienki. Trasa prowadziła przez salon i jadalnie. Salon Julli był duży i piękny. Ściany były w kolorach kakao i kremu. Telewizor wisiał na jednej z kremowych ścian, a pod nim brązowy dywan. Kanapa w ciemnym kolorze stała na przeciwko telewizora, a po bokach dwa fotele. Kominek stał na wprost wejścia. A na nim zdjęcia Julii z rodzicami. Jednak mnie najbardziej zadziwił widok z kanapy. Siedział na niej Dawid i Julka, która spała na jego kolanach. Byłam w tej chwili zazdrosna. Wiem, że z Dawidem nic mnie nie łączy, ale czuję się przy nim bezpieczna, kochana i doceniana. Zakochałam się? Chyba tak. Ale taka prawda kto by się nie zakochał w przystojnym, wysokim, brunecie z brązowymi oczami. Chyba jakaś ślepa laska. To był mój ideał, ale nigdy mu tego nie powiedziałam. Powinnam? Nie sądzę. Jest moim przyjacielem i niech tak zostanie. A gdybym popsuła naszą przyjaźń moim durnym pomysłem? No własnie, ale nie wiem i nigdy się nie dowiem. Z tego co pamiętam Julia miała kilku chłopaków, ale to było tylko głupie zauroczenia. Zawsze namawiałam ją do tego, aby porozmawiała z jednym z nich, ale oczywiście nie. Bo ona się wstydzi. Tak, Julka jest skromną osobą, jest cicha, czasem za bardzo, ale nie zmienia to faktu, że jest moją ukochaną przyjaciółką. Nie wiem jak wyglądało by moje życie bez niej. Poznałam ją bardzo dawno. Ja miałam 11 lat, a ona 13. Datę w której ją poznałam pamiętam do dziś. Pamiętam też dokładną godzinę. A w sumie poznałyśmy się przypadkiem. Ale ja nie wierzę w takie przypadki. Jestem osobą, która gdy coś robi myśli też o skutkach ubocznych. Mam namyśli to, że kiedyś, przez głupią rzecz nasza przyjaźń może się popsuć. Ale staram się o tym nie myśleć.
Dziś jest dzień pogrzebu rodziców Julki. Nigdy nie poznałam ich osobiście, ale kilka razy zdarzyło mi się z nimi rozmawiać, zawsze traktowali mnie miło i z szacunkiem. A moja mama? Eh ona chyba nawet nie wie kto to Julia Kwiatkowska. Niechciałam żeby Julka źle wyglądała. Poprosiłam żeby założyła czarne szpilki, czarną spódnice przed kolano i moją luźną bluzkę, takiego samego koloru jak reszta ubioru. Nie było sensu, aby ją malować. Założyła moje ciemne okulary. Ja ubrana byłam, także w ciemnych kolorach. Gdy zegar wybił 10;15 wyszliśmy. Kościół był niedaleko, ale Dawid zaproponował, że nas podwiezie. Na szczęście Julia po podaniu leków nie płakała, była spokojna. Na cmentarzu zdarzyła się rzecz która bardzo mnie zdziwiła. Robert-najlepszy przyjaciel pana Kwiatkowskiego stał obok drzewa. Gdy już go spuszczali do ziemi z całej siły, pięścią uderzył w drzewo. Garnitur miał cały zachlapany krwią. Bardzo nie przyjemny widok, ale dużo znaczył. Ludzi było mnóstwo. Widziałam tylko tyle na pogrzebie mojego kuzyna, który zmarł w podobnych okolicznościach. Dawid nie mógł z nami iść, ponieważ jest innej wiary, lecz został w domu i robi obiad. Za 2 dni mamy samolot do Stanów. Nasz plan był taki, że po powrocie z cmentarza Julia będzie się pakować i jeszcze dziś wyjeżdżamy do mojego domu.
Julia już kończy pakowanie, ale nigdzie nie może znaleźć swojego paszportu. Cała nasza trójka przeszukała mieszkanie, ale nikt nic nie znalazł, aż w pewnym momencie na moje oczy napatoczyła się biało-zielona teczka. Otworzyłam ją. Od razu w oczy rzucił mi się pewien papier. Postanowiłam go ominąć i patrzeć dalej. 'Mam go!' Krzyknęłam. Gdy Julka przekroczyła próg pokoju, od razu schowałam teczkę.
-Ooo gdzie był?- zapytała zadowolona
-Eee tam w szafce- odpowiedziałam po chwili.
-Super! Czyli jesteśmy gotowi?
-Tak-powiedziałam i przytuliłam ją.
-A co ty taki przytulas?- zapytała śmiejąc się.
-Bo nadal nie wierzę.
-Ja też haha.
Postanowiłyśmy nie tracić czasu i od razu zagraliśmy wszystko i wyszliśmy.