A mianowicie wyjazd do Stanów;
-Julia...?-zapytałam niepewnie
-Tak?
-Bo pamiętasz, że mam jechać do USA?
-Tak. Masz rację nie powinnam ci teraz zawracać głowy...- w tym momencie Julka posmutniała
-Nie, nie o to chodzi... Tylko... Cholera!
-Ja wiem ile ci to sprawiło radości i że to jest spełnienie twoich własnych marzeń.
-To wiedz też to, że przyjazd tutaj to też było moje wielkie marzenie.
W pokoju zabrzmiała głucha cisza. Wstałam z kanapy i spletłam swoje ręce.
-Dobra to teraz prościej. Jedziesz ze mną! -powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Tia? Masz gorączkę czy migrenę?
-Ale ja mówię całkiem poważnie-mówiąc to siadłam obok niej i położyłam rękę na jej kolanie.
Nasza rozmowa trwała jeszcze kilkanaście minut. Po tych wszystkich namowach, zgodziła się. Byłam w wielkim szoku. Wczoraj byłyśmy kilkaset kilometrów od siebie, dziś razem, a za sześć dni w Nowym Jorku. Marzenia się spełniają? Owszem. Tylko nie wiedziałam, że w takim momencie. No tak to prawda. Moja mama mówiła, że marzenia się spełniają wtedy, gdy najbardziej się ich nie spodziewamy. Najpierw Julia teraz kariera za granicą. Jest zbyt dobrze i jak zawsze zaraz się coś spieprzy. Postanowiłam zadzwonić do mamy, pewnie się martwi... A może i nie? Jestem dorosła i twierdzi, że sama potrafię o siebie zadbać. A ja myślę, że szuka kolejnej wymówki, aby mieć więcej czasu dla Lii. Nie wiem, może ona myśli, że jestem zazdrosna. To nie prawda, staram się zajmować nią w każdej wolnej chwili. Kocham moją rodzinę bezwarunkowo. No chyba, że Diego. Niedawno dotarł do mojej rodziny i uważa się za wielkiego przywódce. Ale go szanuję, bo moja mama go kocha i jest to ojciec mojej siostry. Sięgnęłam po swój płaski,, biały telefon, który kupił mi Diego na 18-ste urodziny. Po trzech sygnałach mama odebrała:
-Hej słoneczko, przepraszam, jestem teraz z koleżankami w kawiarni - powiedziała szybko i usłyszałam pikanie.
-Aha. No pa - powiedziałam, ale nie usłyszała.
Zrobiło mi się przykro. Z mojego oka poleciała łza;
-Tia, misiu, coś się stało? - zapytał, najwidoczniej zaniepokjony Dawid.
Nie powiedziałam nic tylko rzuciłam mu się w ramiona i zaczęłam głośno szlochać. On już wiedział o co chodzi. Jak to mówią 'jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze'. Jednak nie w tym przypadku. Przyczyną była moja rodzicielka. Dawid nie mowiąc nic, objął mnie, pocałował w czubek głowy i szepnął do ucha ciche i niewinne 'wszystko będzie ok', ale to były tylko słowa. Nic bardziej nie działało mi na nerwy jak te trzy wyrazy złączone razem. 'WSZYSTKO BĘDZIE OK' w ogóle co oznacza to "ok". To znaczy. Ja wiem co oznacza słowo ok. Przecież żyjemy w XXI w. Ale nie w tym rzecz. Co miał na myśli autor tych słów, kierując je do mnie. Okey? Czyli co? Że wszystko będzie dobrze? Tylko problem polega na tym, że ja to słyszę za każdym razem, a nadal to nic nie zmienia. Dawid wypuścił mnie ze swoich objęć. Złapał za ramiona, popatrzył mi prosto w oczy i stanowczym, męskim głosem powiedział 'nie płacz więcej, maleńka'. Ach! Te słowa zadziałały na mnie jak redbull, którego piłam wczoraj. Jestem zmęczona tym wszystkim. Wokół mnie są same problemy jak nie w szkole, to w agencji lub w domu. Pan dyrektor, szef lub moja matka. Miałam tego wszystko serdecznie dość. Moja matka jest bardzo nieodpowiedzialna. I ona ma pod opieką 8-mięsieczne dziecko? Śmieszne. Chciała bym zabrać Lię i uciec jak najdalej stąd. Ale oczywiście zawsze stoi na przeszkodzie. Może to pora na odnalezienie ojca? Największym problemem jest to, że nie wiem o nim nic poza tym, że ma na imię Fabio, jest Włochem i możliwe, że ma nową rodzinę. Dziwne jest zawsze zachowanie mamy, gdy o nim wspomninam. Dostaje szału, na twarzy robi się czerwona i każe mi iść do swojego pokoju. Dlaczego ona niechce mi nic o nim powiedzieć. Chyba mam prawo wiedzieć cokolwiek o swoim ojcu. Co takiego stało się w przeszlości o czym ja nie wiem? Myślę, że mama nie jest ze mną do końca szczera. Na tym świecie są tylko trzy osoby na których mogę polegać; Julia, Oliwia i Dawid. O cholera! Oliwia! Ciekawe co z nią. Na śmierć o niej zapomniałam. Ale to dziwne. Nie dzowni, nie pisze sms'ów. To jest bardzo tajemnicze. Ona nigdy taka nie była. Miałam nadzieję, że nic się nie stało. Chciałam do niej zadzwonić, ale było już grubo po dziesiątej. Możliwe, że spała. Ja też powinnam się kłaść. Wyjęłam z torby swoją koszule i kierowałam się w stronę łazienki. Trasa prowadziła przez salon i jadalnie. Salon Julli był duży i piękny. Ściany były w kolorach kakao i kremu. Telewizor wisiał na jednej z kremowych ścian, a pod nim brązowy dywan. Kanapa w ciemnym kolorze stała na przeciwko telewizora, a po bokach dwa fotele. Kominek stał na wprost wejścia. A na nim zdjęcia Julii z rodzicami. Jednak mnie najbardziej zadziwił widok z kanapy. Siedział na niej Dawid i Julka, która spała na jego kolanach. Byłam w tej chwili zazdrosna. Wiem, że z Dawidem nic mnie nie łączy, ale czuję się przy nim bezpieczna, kochana i doceniana. Zakochałam się? Chyba tak. Ale taka prawda kto by się nie zakochał w przystojnym, wysokim, brunecie z brązowymi oczami. Chyba jakaś ślepa laska. To był mój ideał, ale nigdy mu tego nie powiedziałam. Powinnam? Nie sądzę. Jest moim przyjacielem i niech tak zostanie. A gdybym popsuła naszą przyjaźń moim durnym pomysłem? No własnie, ale nie wiem i nigdy się nie dowiem. Z tego co pamiętam Julia miała kilku chłopaków, ale to było tylko głupie zauroczenia. Zawsze namawiałam ją do tego, aby porozmawiała z jednym z nich, ale oczywiście nie. Bo ona się wstydzi. Tak, Julka jest skromną osobą, jest cicha, czasem za bardzo, ale nie zmienia to faktu, że jest moją ukochaną przyjaciółką. Nie wiem jak wyglądało by moje życie bez niej. Poznałam ją bardzo dawno. Ja miałam 11 lat, a ona 13. Datę w której ją poznałam pamiętam do dziś. Pamiętam też dokładną godzinę. A w sumie poznałyśmy się przypadkiem. Ale ja nie wierzę w takie przypadki. Jestem osobą, która gdy coś robi myśli też o skutkach ubocznych. Mam namyśli to, że kiedyś, przez głupią rzecz nasza przyjaźń może się popsuć. Ale staram się o tym nie myśleć.
Dziś jest dzień pogrzebu rodziców Julki. Nigdy nie poznałam ich osobiście, ale kilka razy zdarzyło mi się z nimi rozmawiać, zawsze traktowali mnie miło i z szacunkiem. A moja mama? Eh ona chyba nawet nie wie kto to Julia Kwiatkowska. Niechciałam żeby Julka źle wyglądała. Poprosiłam żeby założyła czarne szpilki, czarną spódnice przed kolano i moją luźną bluzkę, takiego samego koloru jak reszta ubioru. Nie było sensu, aby ją malować. Założyła moje ciemne okulary. Ja ubrana byłam, także w ciemnych kolorach. Gdy zegar wybił 10;15 wyszliśmy. Kościół był niedaleko, ale Dawid zaproponował, że nas podwiezie. Na szczęście Julia po podaniu leków nie płakała, była spokojna. Na cmentarzu zdarzyła się rzecz która bardzo mnie zdziwiła. Robert-najlepszy przyjaciel pana Kwiatkowskiego stał obok drzewa. Gdy już go spuszczali do ziemi z całej siły, pięścią uderzył w drzewo. Garnitur miał cały zachlapany krwią. Bardzo nie przyjemny widok, ale dużo znaczył. Ludzi było mnóstwo. Widziałam tylko tyle na pogrzebie mojego kuzyna, który zmarł w podobnych okolicznościach. Dawid nie mógł z nami iść, ponieważ jest innej wiary, lecz został w domu i robi obiad. Za 2 dni mamy samolot do Stanów. Nasz plan był taki, że po powrocie z cmentarza Julia będzie się pakować i jeszcze dziś wyjeżdżamy do mojego domu.
Julia już kończy pakowanie, ale nigdzie nie może znaleźć swojego paszportu. Cała nasza trójka przeszukała mieszkanie, ale nikt nic nie znalazł, aż w pewnym momencie na moje oczy napatoczyła się biało-zielona teczka. Otworzyłam ją. Od razu w oczy rzucił mi się pewien papier. Postanowiłam go ominąć i patrzeć dalej. 'Mam go!' Krzyknęłam. Gdy Julka przekroczyła próg pokoju, od razu schowałam teczkę.
-Ooo gdzie był?- zapytała zadowolona
-Eee tam w szafce- odpowiedziałam po chwili.
-Super! Czyli jesteśmy gotowi?
-Tak-powiedziałam i przytuliłam ją.
-A co ty taki przytulas?- zapytała śmiejąc się.
-Bo nadal nie wierzę.
-Ja też haha.
Postanowiłyśmy nie tracić czasu i od razu zagraliśmy wszystko i wyszliśmy.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Rozdział III
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O jezusie! Jak ja mogłam wcześniej nie zauważyć, że dodałaś rozdział?! ;O Przepraszam, ale już jestem i komentuję :-)
OdpowiedzUsuńWięc:
-Strasznie ciekawi mnie wyjazd dwóch przyjaciółek do USA. Omg, bardzo im zazdroszczę :D
-Hmm.. Sprawa Dawida. A jednak Tia go kocha, ale boi się do tego przyznać, bo to mogłoby zniszczyć ich przyjaźń, eh/ Jeśli nie spróbuje, nie przekona się.. no ale cóż.
-No i na koniec pogrzeb, ugh. Czy tylko ja ich nie lubię?
No nic czekam na nexty! ^^ (I postaram się uważniej patrzeć, na to co dodajesz ;d)
Pzdr :3 + zapraszam na nowe rozdziały tutaj;
http://moje-marzenie-na-emirates-stadium.blogspot.com/
PS. zapraszam Cię również tutaj (nowy blog, skoki narciarskie);
http://another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/p/sowem-wstepu.html