Niespodzianka bardzo miła. Lecimy najwyższą klasą. Do naszej dyspozycji jest wiele rzeczy: barek, telewizja, miejsce gdzie można odpocząć. Byłam zachwycona. Z resztą nie tylko ja. Julka również. Leciałyśmy wiele razy samolotem, ale nie z tak wysokim standardem.
Od razu po wejściu na pokład ruszyłam zobaczyć jaki w rzeczywistości mamy standart. Stojąc w drzwiach po mojej prawej stronie stało drewniane łóżko przykryte kakaowym kocem. Po jednej stronie łóżka stała mała komoda z szufladą u góry i półkami u dołu, a z drugiej małe okno. W drugim kącie pokoju stało kolejne łóżko. Stylizacja była symetryczna. W całkiem przeciwnych kolorach - jaśniejszych. Przez środek pomieszczenia biegła dwu centymetrowa, złota taśemka oddzielająca jasną część od ciemnej.Pokój był urządzony bardzo nowocześnie.
-Księżniczko bierzesz ciemniejszą stronę mocy haha - usłyszyłam za plecami śmiech mojej przyjaciółki.
-Phiii... Jestem starsza ja wybieram.
Nawet się nie obejrzałam, a Julka już leżała brzuchem na łóżku. Zaśmiałam się jak głupia i zauważyłam, że za mną idzie mężczyzna. W ręku trzymając kawę, a w drugiej telefon, który trzymał przy uchu. Ubrany był w eleganckie dżinsy, białą koszule Calvina Kleina i ciemnogranatową, jednolitą marynarkę, którą miał zarzuconą na rękę w której trzymał kawę. Gdy przeszedł poczułam piękna woń delikatnych męskich perfum. Nogi ugięły mi się i czułam, że po woli tracę grunt pod nogami. Przez moje ciało przeszły dreszcze adrenaliny, a w brzuchu czułam motylki. Odwróciłam szybko głowę w stronę Julki bo poczułam, że na twarzy robią mi się czerwone wypieki. Julia się do mnie tylko głupio uśmiechnęła, bo wiedziała o co chodzi. Na oko miał około 23 lat. Widać było, że jest zapracowany. Zakochałam się? Nie, nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Zrobiłam krok do przodu i znajdowałam się w takim miejscu, że mogłam swobodnie zamknąć drzwi i nie otrzeć się o nie.
-Czy ty go widziałaś? Aaaaa - mówiłam prawie piszcząc.
-Nie, oślepłam, nie widzę i wcale nie widziałam jak się rumieniłaś na widok tego gościa. W ogóle - powiedziała z sarkazmem.
-Weź się goń śledziu - wystawiłam jej język.
-Idź spać - poradziła.
Ściągnęłam swoje air maxy i położyłam głowę na poduszkę. Spojrzałam tylko na telefon czy ktoś nie dzwonił. Okazało się, że nikt. Odłożyłam smartfona na komodę. Po chwili usunęłam.
Usłyszałam głos stewardessy ogłaszający przesiadkę. Byłam zniesmaczona. Jak ona mogła mnie obudzić? Okazało się, że jesteśmy w Londynie.
-Ej, kobieto, ile ja spałam?
-5 godzin - odpowiedziała z uśmiechem.
- Chyba żartujesz...- wzięłam telefon do ręki.
Okazało się, że jest 6 czasu londyńskiego. Nie miałam ochoty wychodzić. Wcale nie musiałam. Nikt mi nie kazał.
-Tiaaaaaaaaaaaa przeeeesssiaaasddkkaaaaaaaaa! - no chyba że Julka, która weszła mi w myśli.
Pokazałam jej znacząco, że nie mam zamiaru nigdzie wychodzić. Popatrzyła na mnie błagalnie. Tak, porozumiewamy się za pomocą mimiki twarzy. Wiedziałam, że nie da za wygraną. Wzięłam do ręki swoją miętową torebkę. Idąc w stronę drzwi wyciągałam portfel. Całkiem zamyślona w liczenie swoich kosztowności nie zauważyłam, że z drugiej strony idzie 'ten' chłopak. Wpadł na mnie.
-Ooo wybacz.
-Uważaj jak chodzisz - zdenerwowałam się. Nie wiedziałam jeszcze kto we mnie wszedł. Podniosłam wzrok - Ojej, przepraszam. Uniosłam się.
-To ja przepraszam - kucnął i pomógł mi zbierać pieniądze z wykładziny.
Było mi głupio, że tak bardzo na niego naskoczyłam.
-Gdzie lecisz?-zapytał zmieszany.
-Haha. On w jedną stronę leci... Chyba.
Zaczerwienił się. Widocznie zrobiło mu się głupio. Ale ja widok miałam. Chciałam wybuchnąć śmiechem, ale powstrzymałam się i szeroko się uśmiechnęłam. Do samego wyjścia szliśmy razem. Julka miała ochotę 'palnąć' jakąś głupotę, powstrzymała się po moich minach na twarzy. Gdy tylko się rozdzieliliśmy Julia od razu podbiegła i zapytała o czym gadaliśmy. Nie miałam teraz ochoty jej o tym mówić. Muszę ją trochę potrzymać w niepewności. Tak, jestem okrutna. Weszliśmy do pierwszej lepszej kawiarnii. Ja zamówiłam kawę na wynos, a Julka jakiś koktajl truskawkowy. Po zapłaceniu wyszłyśmy. Oczywiście na kogo trafiłyśmy? Na tego samego mężczyzne. Trafiam na niego po raz trzeci, a nadal nie wiem jak ma na imię.
-Wiesz co... Widzimy się trzeci raz, a ja nie wiem jak ty masz na imię - zapytałam pewna siebie.
-Gdzie moje maniery. Massimo jestem - złapał i pocałował moją rękę.
Jest! Tak! Wiedziałam! Jestem mistrzem. Musi być obcokrajowcem. Jego karnacja, akcent i imię. Massimo. Może on jest Włochem? Albo Hiszpanem? A może Azjata? Na pewno nie jest rodowitym Polakiem. Nie będę pytać, bo pomyśli, że jestem chamska. A... Co mi szkodzi.
-Jesteś Polakiem? - a niech myśli co chce.
-Moja mama jest Hiszpanką, a ojciec Polakiem.
Nie podoba mi się to słowo 'ojciec'. Jest dla mnie to zniewaga, brak szacunku. Nie wiem co jest tego przyczyną. Tym razem nie będę się odzywać. Na pewno. Stanowczo mówię nie. Z resztą. Do niedawna też tak mówiłam o moim tacie. Jednak moja matka teraz stała się tą złą. Nadal nie potrafię jej wybaczyć, a ona nadal nawet nie próbuje dzwonić.
Wracamy na pokład samolotu. Tym razem zajęłam miejsce siedzące. Jako mała dziewczynka nie lubiłam siedzieć obok okna w samolocie. A teraz? Jest dla mnie to idealny moment na przemyślenie wszystkiego. Wyciągnęłam z torebki swój odtwarzacz muzyki. Włożyłam słuchawki i usłyszałam melodię swojej ulubionej piosenki. Przy niej nie muszę nic udawać. Ludzie szukają kłamstw w sercu, aby zakrywać te wcześniejsze i ja robię to samo. Nie jestem idealna. Chciałabym zmienić wiele rzeczy w moim zachowaniu, ale nie potrafię. Dążę tylko do jednego. Stać się sławną modelką, a reszta niech zobaczy co traci. W marzenia wierzę. To priorytet w moim życiu. Oparłam głowę na ramieniu i znów usnęłam. Nie minęło długo, a już się obudziłam. Odwróciłam głowę w drugą stronę i zobaczyłam siedzącego obok Massimo. Wystraszyłam się. Od razu zapytałam się co tutaj robi. Ten zażartował i powiedział, że się stęsknił. Zaśmiałam się i powtórnie zadałam pytanie, tym razem z powagą. Dowiedziałam się, że kochana Juleczka zamieniła się z nim miejscami. Zostało nam jeszcze około 5 godzin. Massimo przyniósł dwie herbaty i zaczęliśmy rozmawiać. Każdy temat został poruszony. Też pracuję w branży modelingu. Dowiedziałam się, że ma sporo rodzeństwa. Jednak nie chciał prowadzić dalszej konwersacji na temat rodziny. Rozumiałam go. Miałam wrażenie jakby upłynęła dopiero godzina, tym czasem my zbliżaliśmy się do lądowania.
Wylądowaliśmy bez żadnych przeszkód. Każdy zabrał swoje rzeczy i wyszedł z samolotu. 'Cholera!'- pomyślałam. Znów zapominałam zapytać się o jego nazwisko lub telefon. Teraz na prawdę moim największym zmartwieniem było to, że nigdzie nie widzę Julki. Odebrałam bagaż i czekałam przed głównym wejściem na lotnisko. Postanowiłam do niej zadzwonić. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i w tym czasie zauważyłam Julkę. Miałam ochotę ją zabić.
------------------
I kolejny. Mam nadzieję, że się podoba. W ogóle nie mam na nic czasu.
Czytasz=Komentuj
Wiem, że jedna osoba nie może doczekać się mojego rozdziału haha. Pozdrawiam i dedykuję ten rozdział anonimowi z Aska :*
poniedziałek, 3 lutego 2014
Rozdział V
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń